Produkty zero kalorii: przegląd; rodzaje, skład, i czy naprawdę mają zero kcal?

2
Produkty zero kalorii: przegląd; rodzaje, skład, i czy naprawdę mają zero kcal?
3.00 avg. rating (61% score) - 6 votes

Dbanie o sylwetkę, formę, trzymanie diety, licznie kalorii – w niektórych kręgach należy to do dobrego tonu, choć większość osób zwraca uwagę na to co je po to, żeby cieszyć się lepszym zdrowiem lub lepiej czuć we własnym ciele. Jeśli nie należysz do szczęściarzy, którzy jedzą od rana do wieczora i są chudzi jak patyk, na pewno w poszukiwaniu czegoś, co pomoże wytrwać w diecie spotkałeś się z pojęciem „produkty zero kalorii”. W tym artykule dokonujemy przeglądu produktów zero kalorii, klasyfikujemy je i rozprawiamy się z dotyczącymi ich mitami.

Zacznijmy od początku – kaloria to termin z dziedziny chemii i fizyki, zgodnie z jej definicją, kaloria (cal) to ilość ciepła potrzebna do podgrzania o 1°C (od temperatury 14,5 do 15,5 °C), 1 grama czystej chemicznie wody będącej pod ciśnieniem 1 atmosfery – to oznacza, że wbrew potocznemu rozumieniu, kaloryczne jest nie tylko jedzenie, ale też opona samochodowa czy szczapa drewna (kaloryczność opon mierzy się w megajulach na kilogram). Tu dochodzimy do sedna zagadnienia, czyli kalorii żywieniowej – 1kcal (lub 1000 cal) czyli jedna kilokaloria żywieniowa to ilość energii (czyli ciepła) dostępnej przez trawienie pożywienia, jaka podniesie temperaturę jednego kilograma wody o jeden stopień Celsjusza.

Ilość kalorii zawartych w produktach spożywczych zależy od proporcji składników makroodżywczych, tzw. gęstość energetyczna składników żywności jest następująca:

podstawowe przeliczniki:

  • białko ma 4kcal / 1g
  • węglowodany mają 4kcal / 1g
  • tłuszcz ma 9kcal / 1g
  • alkohol (etanol) ma 7kcal / 1g
  • poliole (alkohole wielowodorotlenowe, np. maltitol) mają 2,4kcal / 1g

uzupełniające przeliczniki

  • błonnik ma 2kcal / 1g
  • erytrytol ma 0kcal / 1g

Jak korzystać z tych przeliczników i jak obliczyć kaloryczność posiłku? To bardzo proste! Wystarczy, że wiesz, ile jakich składników jest w twoim posiłku i możesz wszystko samodzielnie obliczyć.

PRZYKŁAD:

Jeśli zjesz porcję chudego twarogu mającą 19,8g białka i 3,5g węglowodanów i 0,5g tłuszczu, posypiesz ją rodzynkami (1g białka, 22g węglowodanów) a całość pokropisz i 10ml łyżką spirytusu (a co!) i posłodzisz łyżką 6g erytrytol, to kaloryczność deseru będzie następująca:

B: (19,8 +1) x 4 = 20,8 x 4 = 83,2 kcal

W: (3,5 + 22) x 4 = 25,5 x 4 = 90kcal

T: (0,5) x 9 = 4,5kcal

A: (10) x 7 = 70kcal*

E: (6) x 0 = 0kcal

83,2kcal + 90kcal + 4,5kcal + 70kcal + 0kcal = 243,6kcal

*Dla uproszczenia przyjęłam, że spirytus stosowany do deseru jest czystym 100% etanolem.

Uzupełniające przeliczniki zostały wprowadzone w Załączniku XIV do Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011 r. w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności. Znaczenie tych dodatkowych przeliczników jest niebanalne, bo obowiązują one tylko na terenie Unii Europejskiej – w USA zarówno błonnik, jak i erytrytol, są traktowane odmiennie. Błonnik i erytrytol mają zgodnie z ustawodawstwem UE status odrębnych składników żywności, ale w USA oba te składniki są na etykietach produktów traktowane jako podtypy węglowodanów. W USA przyjmuje się, że błonnik, jako nieprzyswajalny składnik żywności, ma kaloryczność 0kcal (bo zawarte w nim kalorie nie są przyswajane), podobnie zero kalorii ma w USA erytrytol, ale musi być uwzględniony w bilansie węglowodanowym – dopuszcza się odjęcie kalorii zawartych w erytrytol poprzez rozróżnienie na węglowodany brutto (z erytrytolem, innymi poliolami, gliceryną i błonnikiem) i węglowodany netto – dobrze widać to na przykładzie etykiety batonów Quest:

Quest_Wartosci_Odzywcze_USA

Po tej dawce teorii wiesz już, że jeśli produkt zawiera białko, węglowodany, tłuszcz, alkohol lub błonnik – musi też zawierać kalorie, bo ich źródłem w różnej ilości jest każdy składnik spożywczy. Jak więc możliwe, że istnieją produkty zero kalorii i czy naprawdę mają ZERO kalorii?

Wbrew pozorom, magicznie brzmiąca grupa produktów 0 kcal nie jest jednorodna. Podzieliłam je na grupy, aby lepiej przybliżyć i zdefiniować każdą z nich:

  • Produkty Walden Farms
  • Spraye do smażenia
  • Syropy do kawy
  • Makaron shirataki
  • Napoje zero kalorii

Produkty zero kalorii: Walden Farms…

… i nie tylko, bo choć najbardziej znanym producentem produktów „calorie free” jest Walden Farms, nie jest to jedyna marka tego rodzaju. Podobne produkty, choć w znacznie mniejszym wyborze smaków,  mają w swojej ofercie tacy producenci jak Green Valley Ranch, 3 Zeros czy Seal Sama.

Często powtarzającym się hasłem, jakim reagują osoby pierwszy raz stykające się z produktami zero kalorii jest „to na pewno sama chemia!” – takie określenie jest tyleż niesprawiedliwe, co przede wszystkim nietrafione. W istocie skład produktów Walden Farms nie jest bardziej ‘chemiczny’ niż większości produktów dostępnych w hipermarketach. Owszem, zawierają substancje konserwujące – konserwanty zawierają także takie produkty jak herbatniki, majonez, pieczywo czy przetwory z warzyw – w większości produktów, jeśli mają zachować świeżość dłużej niż 2 tygodnie, nie da się wyprodukować bez użycia konserwantów – alternatywą jest np. mrożenie lub w pewnym stopniu pasteryzowanie, ale nie do wszystkich rodzajów produktów takie metody mogą mieć zastosowanie. Co ciekawe, często te same osoby, które kręcą nosem na konserwanty na liście składowej, oczekują, że produkt będzie miał minimum półroczny termin ważności – cóż, powiedzenie „nie można zjeść  ciastka i mieć ciastka” nabiera w tej sytuacji drugiego dna…

Rozbierzmy skład produktu Walden Farms na czynniki pierwsze i sprawdźmy krok po kroku, czy taki diabeł straszny; do analizy wybrałam chyba najbardziej popularny spośród produktów tej marki dip czekoladowy zero kalorii, jego skład prezentuje się tak:

potrójnie filtrowana woda, odtłuszczone kakao w proszku, naturalny aromat waniliowy, aromat czekoladowy, substancja zagęszczająca: guma celulozowa, regulator kwasowości: kwas mlekowy, substancja słodząca: sukraloza (Splenda®), sól, substancja zagęszczająca guma ksantanowa, substancja konserwująca: benzoesan sodu.

Na pierwszym miejscu: woda (filtrowana jednokrotnie czy trzykrotnie, umówmy się, że to raczej zabieg marketingowy producenta niż faktycznie istotna cecha). Woda to jedyny składnik żywności, który jest całkowicie pozbawiony kalorii i to niezależnie od ustawodawstwa UE czy USA 🙂 To, że woda znajduje się na pierwszym miejscu listy składowej oznacza, że jest jej więcej, niż jakiegokolwiek innego składnika w tym produkcie. Wracając więc do określenia „sama chemia” – bardziej trafnym określeniem byłoby „sama woda” 😉

Na kolejnych miejscach plasuje się kakao (składnik niebudzący kontrowersji), naturalne aromaty (waniliowy i czekoladowy) – oczywiście znajdą się przeciwnicy aromatów spożywczych, ale są właściwie codziennością w dzisiejszej produkcji spożywczej, aromatyzuje się wszystko poza żywnością dla niemowląt (na szczęście), więc doprawdy nie ma się czego czepiać, a wręcz przeciwnie, można się zaopatrzyć w prywatny zestaw aromatów spożywczych i podkręcać sobie smak czego się chce do woli.

Kolejna pozycja na liście składowej to  guma celulozowa, inny zagęstnik czyli gumę ksantanową mamy także na przedostatnim miejscu. Ich obecność nie powinna dziwić – wszak jeśli mamy produkt składający się niemal z samej wody z dodatkiem aromatów, a ma on konsystencję czegoś, w czym da się zanurzyć palec lub co można rozsmarować na naleśniku, to wiadomo, że zagęstniku muszą być. Guma celulozowa (inaczej: E466, karboksylmetyloceluloza albo sól sodowa karboksymetylocelulozy) to zagęstnik występujący w takich produktach jak Mokate Cappuccino o smaku śmietankowym, mleczko kokosowe Vitasia czy kaktusowy napój Tymbarku, a guma ksantanowa (E415) gości na listach składników ciastek Milka Choco Twist, barszczu czerwonego Knorr, filetów śledziowych w sosie śmietanowym Lisnera czy jogurtu Danon Fantasia z wiśniami. Oba zagęstniki są uznawane za bezpieczne i nie mają zalecanych norm maksymalnego dziennego spożycia.

Tuż za gumą celulozową znajduje się kolejny składnik, mające funkcję regulatora kwasowości kwas mlekowy (E270) występujący w takich produktach jak pesto z serem ricotta Barilla, owocowe Śmiejżelki Nimm2, żurek Krakusa czy liczne sałatki z mięsem Lisnera. Kwas mlekowy zwiększa trwałość przeciwutleniaczy i pektyn i zapobiega rozwojowi drożdży i grzybów; wbrew nazwie, nie jest produkowany z mleka, jest składnikiem wegańskim, może być spożywany bez ograniczeń ilościowych, ale należy unikać podawania go dzieciom, bo młode organizmy nie wytwarzają jeszcze enzymów rozkładających mleczany.

Wszystkie produkty Walden Farms są słodzone sukralozą (znana jest pod komercyjną nazwą Splenda), czyli pochodną (mocno pochodną) cukru stołowego. Na temat Splendy chciałabym napisać osobny tekst, bo jej temat jest bardzo ciekawy. W dużym skrócie – w internecie można natknąć się na strony, których autorzy napiętnują koncerny za produkowanie przetworzonej żywności, są też zarzuty kierowane pod adresem Splendy. Trudno uznać te zarzuty za uzasadnione biorąc pod uwagę, że Spelnda została poddana dotąd 110 badaniom klinicznym pod kątem bezpieczeństwa jej stosowania i jest dopuszczona do stosowania w w 80 krajach (od 1998 r. w USA, od 2004 r. w Unii Europejskiej). Limit dziennego spożycia (ADI – Acceptable Daily Intake) dla sukralozy został w USA wyznaczony na poziomie 5mg/kg masy ciała (dziennie) a w UE nawet na poziomie 3 razy wyższym 15mg/kg/dzień, przy czym badania nie wykazały żadnych skutków ubocznych związanych nawet ze zwiększonym niż określone tymi limitami spożywaniem sukralozy. Dodajmy, że do popularnych produktów słodzonych sukraloza należą gumy Orbit (m.in. guma Orbit Kids dla dzieci i guma Orbit o smaku owoców leśnych) czy smakowe wody mineralne Nałęczowianka.

I jeszcze 2 składniki. Sól – wiadomo, niezbędna do życia, ale im mniej tym lepiej, bo i tak jest jej dość dużo w naszej diecie. Na samym końcu listy składowej czeka substancja konserwująca benzoesan sodu, substancja, która przedłuża trwałość na przykład poczciwych bułek z parówką z Lidla, smakowych wód mineralnych Żywiec, izotonika Oshee czy majonezu kanapkowego Hellmanns. Co cieawe, benzoesan sodu występuje naturalnie w takich owocach jak jagody czy żurawiny, choć w produktach spożywczych najczęściej stosowany jest jego syntetyczna wersja. Dopuszczalne dzienne spożycie benzoesanu to 5 mg/kg, w nadmiernych ilościach może u niektórych ludzi wywoływać tzw. reakcje pseudoalergiczne.

Reasumując – skład zdecydowanie nie tak zły, jak niektórzy chcieliby go widzieć. Oczywiście, kiedy ma się ochotę na coś słodkiego, najlepiej zjeść kostkę gorzkiej czekolady. Ponadto należy raz w tygodniu piec chleb na zakwasie, nie jadać na mieście, warzywa jadać tylko niepryskane z własnego ogrodu a mięso tylko ze szczęśliwej świnki z organicznej hodowli od sąsiada. Te rady są na pewno bardzo dobre, tylko ja jakoś nie umiem (i chyba nie chcę) ich przestrzegać. A przynajmniej nie zawsze.

Jak to jest z tą kalorycznością i czy naprawdę mają zero kalorii? Etykieta produktów podaje, że mają 0kcal w porcji – to ostatnie słowo jest ważne. Szukając informacji na temat definicji zero kalorii natknęłam się na bardzo ciekawe opracowanie porównujące prawo obowiązujące pod tym względem w różnych krajach:

  • w Chinach i Brazylii za produkt o zerowej kaloryczności zgodnie z prawem uznaje się taki, który ma nie więcej niż 4kcal/100ml (ml a nie g, więc prawdopodobnie ta definicja dotyczy tylko produktów płynnych)
  • w Singapurze, Indonezji, Japonii, Korei Południowej i w USA podaje się na etykiecie, że produkt ma 0kcal, jeśli jego kaloryczność jest poniżej 5kcal/porcję
  • w Unii Europejskiej można posługiwać się pojęciem, że produkt ma znikomą wartość energetyczną albo że produkt zawiera znikome ilości składników odżywczych – nie ma jednak definicji znikomej wartości energetycznej! Dokumenty uzupełniające sugerują, że należy posługiwać się tabelami tolerancji (granice tolerancji dla tłuszczu ± 1,5g, dla węglowodanów ±2g, (znalezienie tej informacji było naprawdę trudne! Dokopałam się do niej studiując przewodnik dotyczący stosowania rozporządzenia (UE) nr 1169/2011 w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności Dyrekcji Generalnej ds. Zdrowia i Konsumentów w Komisji Europejskiej). Wydaje mi się, że to oznacza, że produkt mający do 1,5g tłuszczu i do 2g węglowodanów, czyli do 12,5kcal/100g, mógłby być zgodnie z prawem UE oznakowany jako mający zerową kaloryczność.

Jak widać prawo w wielu krajach dopuszcza istnienie produktów zero kalorii co oznacza, że mają znikomą kaloryczność, tak niską, że można ją pominąć. Biorąc pod uwagę, że porcja produktów Walden Farms jest najczęściej określona jako 30ml (tylko w przypadku syropu klonowego jest to 60ml), to oznaczałoby, że te produkty mają nie więcej niż kilka-kilkanaście kalorii w 100g (lub 100ml), a syrop klonowy nie więcej niż 8kcal.

Produkty zero kalorii: spraye do smażenia

Spray do smażenia – najczęściej nazywany ‘tłuszczem w spray’u’, smażykiem lub niezbyt trafnie ‘beztłuszczowym olejem’ albo nawet ‘olejem bez kalorii’ lub  to niebywale przydatny produkt w kuchni. Na polskim rynku dostępne są spray’e 4 różnych firm:

  • spray Oli-Oli – spray do smażenia dostępny w 4 wariantach: spray rzepakowy (czerwony), spray maślany (żółty), rzepakowy z czosnkiem (biało-fioletowy) i rzepakowy spray do pieczenia ciast (biało-żółty), cena około 12PLN-15 PLN za małą puszkę
  • spray Berkley & Jensen – duża czerwona puszka, rzepakowy, cena około 18PLN – 23PLN za średniej wielkości puszkę
  • PAM cooking spray – różne smaki i funkcje, spraye oparte na oleju kokosowym, rzepakowym, słonecznikowym, spray o smaku maślanym, przeznaczone do sałatek, pieczenia, smażenia lub grillowania; duże zróżnicowanie wielkości opakowań, od 140g aż do półlitrowych puszek, cena waha się w zależności od smaku i wielkości opakowania od 18PLN do 40PLN
  • spray do smażenia Fry Light – spray do smażenia dostępny w 3 smakach: słonecznikowy, maślany i oliwa z oliwek, cena około 14PLN za małe opakowanie

Nawet wśród moich trenujących i dość uświadomionych znajomych spotykam określenie ‘spray bez kalorii’ – ale to nie do końca tak… Tłuszcz jest niezbędny do smażenia – jeśli spróbujesz smażyć bez tłuszczu, nawet na dobrej teflonowej patelni – najpewniej przypalisz danie. Co więcej, smażenie bez tłuszczu właśnie na teflonowej patelni może doprowadzić do uszkodzenia jej powłoki i przedostania się do jedzenia niebezpiecznych substancji takich jak kwas perfluorooktanowy (PFOA), który jest podejrzewany o działanie rakotwórcze, może powodować wady płodu, zaburzenia rozwoju i zaburzenia hormonalne – wystarczy minimalne uszkodzenie teflonowej powierzchni, nawet niewidoczne dla oka. Spray, który nie zawiera ani grama tłuszczu byłby bezużyteczny – nie nadawałby się do smażenia. Spraye do smażenia które wymieniłam zawierają więc tłuszcz. Kaloryczność tego tłuszczu jest taka sama, jak każdego innego tłuszczu czyli około 9kcal/1ml, 900kcal/100ml. Diabeł tkwi w szczegółach, czyli w sposobie aplikacji – pierwsze 3 spraye (PAM, Berkley & Jensen oraz Oli Oli) są pod bardzo wysokim ciśnieniem. Można o nich powiedzieć, że mają zero kalorii, bo tłuszcz jest w nich sprężony pod tak wysokim ciśnieniem, że psikając tym sprayem na patelnię uwalniamy minimalną ilość tłuszczu, a większość tego co widzimy na patelni, to tzw. substancja nośna czyli coś, co jest dodane do oleju, aby można go było równomiernie rozprowadzić po całej patelni warstwą cieńszą niż grubość włosa. Jeśli używasz takiego spray do smażenia zgodnie z przeznaczeniem naciskając dozownik przez ułamek sekundy czy sekundę – faktycznie nie dostarczysz kalorii, będzie ich tak mało, że możesz je pominąć w swoim bilansie kalorycznym. Ale jeśli przytrzymasz przycisk dozujący przez pół minuty i obficie zalejesz patelnię sprayem tak, że będzie ściekać tłuszczem – w tym tłuszczu będą kalorie. Nie ma w tym nic złego – ale wiedz, że ‘olej bez kalorii’ po prostu nie istnieje. Używanie sprayu do smażenia można porównać  do smarowania patelni wacikiem nasączonym w oleju – efekt podobny, tyle, że spray jest dużo łatwiejszy do użycia no i nie marnuje się oleju, który wsiąka w wacik. Spray do smażenia ma zresztą o wiele więcej zastosowań, nadaje się do pieczenia, pizzy, ciasta, do grillowania.

„Lubię używać oleju kokosowego do smażenia do pieczenia warzyw w piekarniku – siekam warzywa na nieduże kawałki (buraki, marchewkę, cukinię, dynię, pietruszkę, seler, cebulę), rozkładam je równo na blasze, pryskam z wierzchu sprayem PAM, posypuję solą, pieprzem i ziołami i wstawiam do piekarnika na 50 minut. Tak upieczone warzywa porcjuję w pudełka i mam warzywny dodatek do lunchu na cały tydzień 🙂 Zanim kupiłam spray PAM warzywa pędzlowałam silikonowym pędzelkiem umoczonym w mieszance oleju z wodą, ale to było uciążliwe, ciągle musiałam mieszać, bo woda i olej oczywiście się ze sobą nie łączą.”

Najpopularniejszy jest spray PAM – to chyba zresztą pierwsza marka sprayó’w do smażenia, dlatego niektórzy stosują słowo ‘pam’ jako synonim słowa ‘spray’ i mówią „PAM do smażenia” o wszystkich sprayach – to trochę tak, jak nazywanie adidasami wszystkich sportowych butów a za czasu naszych babć na każdy odkurzacz mówiło się elektrolux – bo tej marki były pierwsze odkurzacze dostępne w Polsce 🙂

Powyższe informacje odnoszą się do 3 marek: Oli Oli, PAM i Berkley Jensen. Zostaje jeszcze wyjaśnienie różnicy pomiędzy tymi spray’ami, a spray’em Fry Light. Fry Light nie jest pod ciśnieniem – jest to łatwiejszy sposób rozprowadzenia oleju, ale zostaje go na powierzchni więcej niż w przypadku spray’ów ciśnieniowych. Lubię używać porównania: spraye’e pod ciśnieniem są jak dezodorant, a spray’e w atomizerze (jak Fry Light) jak perfumy; mam nadzieję, że to porównanie w jasny sposób wyjaśnia ci różnicę między tymi spray’ami.

Produkty zero kalorii: syrop do kawy

Kolejna kategoria produktów zero kalorii to syropy do kawy bez cukru. W Polsce mamy do wyboru syropy Da Vinci, Torani i Skinny Syrups, ale podobne produkty mają w swojej ofercie takie marki jak Monin, Toschi, Simply Syrups czy Sweetbird.

Nazywam je syropami do kawy, choć tak naprawdę mają więcej zastosowań – głównie jako dodatek do płynnych dań (czyli np. do owsianki czy szejka ok), a nie do polania naleśnika. Te syropy są trochę podobne do produktów Walden Farms, ale odróżniają je dwie rzeczy, dlatego opisuję je oddzielnie; po pierwsze, syropy takie jak Da Vinci są płynne, dość rzadkie – mają konsystencję taką jak zwykłe syropy z cukrem dostępne w Starbucks (Starbusck korzysta zresztą właśnie z syropów DaVinci, tylko zwykłych z cukrem). Wydaje mi się, że właśnie dlatego, że nie mają zagęstników, mają inny smak – są jednoznacznie smaczne; o ile waldeny jednym smakują a innym nie, o tyle syropy Da Vinci smakują wszystkim. Wybór smaków jest przeogromny, od owocowych, przez orzechowe, aż po bardzo fikuśne – np. syrop o smaku pianek marshallow, syrop kajmakowy albo o smaku ciasta czekoladowego.

Skład syropów Da Vinci jest bardzo prosty, są oparte na wodzie, słodzone są sukraloza (Splenda) i zawierają aromaty (naturalne lub nie, różnie), większość z nich ma w niedużej ilości substancję zagęszczającą (guma ksantanowa) i substancję konserwującą. Taki syrop do kawy ma więc zero kalorii bo nie ma w nim żadnego źródła kalorii. Poza napojami używam syropów do nasączania za suchego omletu – syrop nie wchłonie się w spieczony wierzch omleta, więc żeby operacja nasączanie się udała, trzeba omlet rozkroić wzdłuż i posmarować syropem tę wewnętrzną część 🙂

Produkty zero kalorii: makaron shiarataki (makaron konjac)

Kilka lat temu koleżanka opowiadała mi z przejęciem o jakimś makaronie zero kcal, który właśnie odkryła. Prychnęłam słysząc jej zachwyty, byłam przekonana, że coś co ma zero kalorii (a zwłaszcza makaron!) nie może być dobre i na pewno nie zagości na moim talerzu. Na szczęście dałam się przekonać i zmieniłam zdanie 🙂

Makaron shirataki to świetne rozwiązanie, nie tylko dla osób na diecie, ale też dla bezglutenowców (makaron shirataki jest bezglutenowy) – jeśli jeszcze nie próbowałaś, koniecznie spróbuj!

Z czego jest zrobiony makaron shirataki?

Makaron shirataki jest produkowany z korzenia rośliny konjak (konjac, albo inaczej język diabła Devil’s Tongue). Z bulw konjaku uzyskuje się specjalną skrobię glukomannan, skrobię miesza się z wodą i powstaje żel o nazwie konnyaku. Ten żel tnie się następnie w różne kształty i uzyskuje coś, co przypomina wyglądem i konsystencją makaron. Czasami do makaronu shirataki dodawane są inne składniki – soja, tofu, a makaron shirataki Quest zawiera nawet szpinak.

Ila kalorii ma makaron shirataki?

Skorbia glukomannan to nietrawiony błonnik. Tradycyjny makaron shirataki zawiera około 6kcal – 8kcal w 100g. To są kalorie pochodzące wyłącznie z błonnika, można więc przyjąć, że makaron shirataki nie ma w ogóle kalorii przyswajalnych, bo te z błonnika są wydalane. Porcja makaronu shirataki dla jednej osoby to około 150g – 200g. Jeśli wydaje ci się, że to mało, odczekaj 10 minut po zjedzeniu tej ilości – kiedy makaron zacznie dochodzić do żołądka, przekonasz się, że dzięki temu, jak dużo zawiera błonnika, daje dużo większe uczucie sytości niż zwykły makaron – paradoksalnie, jedzeniem, które niemal nie zawiera kalorii można się nieźle przejeść!

Jak smakuje makaron shirataki?

Jedną z większych zalet makaronu shirataki jest to, że nie ma smaku – po otwarciu opakowania shirataki niektórych firm ma jakby rybi zapach – to zapach wodorotlenku wapnia, jest dodawany do wody, w której zanurzone są shirataki, żeby się nierozpadły. Wystarczy przelać shirataki zimną wodą na sitku, żeby zapach zupełnie zniknął. Po przepłukaniu shirataki nie ma ani smaku, ani zapachu, a po podgrzaniu z dodatkiem warzyw, sosu czy mięsa przejmują smak i zapach potrawy.

Makaronu shirataki nie trzeba gotować, wystarczy go podgrzać – właściwie, to  nawet ni należy go gotować, bo jeśli będzie się go zbyt długo podgrzewać, rozpadnie się tworząc szklistą zupę.

Gdzie kupić makaron shirataki?

Jeszcze kilka lat temu makaron shirataki był bardzo egzotycznym produktem. Dzisiaj bez trudu można go kupić w dietetycznych sklepach internetowych, a czasem nawet, choć rzadko, w sklepach stacjonarnych (Alma).

Produkty zero kalorii: napoje

Słodzone napoje są szczególnie zdradliwym źródłem nadmiernych kalorii – nie tylko dlatego, że zawierają zaskakująco duże ilości cukru, ale także dlatego, że kalorie zawarte w płynach nie dają uczucia sytości! Badania przeprowadzone w USA wykazały, że osoby przyjmujące kalorie w postaci płynnej, miały o 75% mniejsze poczucie sytości, niż osoby otrzymujące taką samą dawkę kalorii w postaci stałej. Wynika to z faktu, że mechanizmy regulujące głód i pragnienie są od siebie niezależne – samo przeżuwanie pokarmów uruchamia w naszym mózgu ośrodek sytości – w przypadku napoi, nie dochodzi do przeżuwania i do mózgu nie ‘trafia’ sygnał o przyswojonych kaloriach. To dlatego wysokie spożycie słodzonych napoi jest obarczane główną odpowiedzialnością za rosnącą nadwagę wśród rozwiniętych społeczeństw.

Pisząc o produktach zero kalorii nie mogę oczywiście pominąć napoi zero kalorii. W przeciwieństwie do pozostałych produktów zero kalorii, napoje to już nie nowość w Polsce – zapewne znasz takie produkty jak Coke Zero czy Pepsi Max. Wiadomo, że najlepszym napojem jest woda – chyba nikogo nie trzeba do tego przekonywać. Czasem jednak nie mam ochoty ani na wodę, ani na ziołową herbatkę i chciałabym się napić czegoś o konkretnym smaku. Wybór napojów bez cukru jest dziś znacznie większy niż kilka lat temu – latem furorę zrobiły napoje Schwepps zero dostępne w Żabkach, co poniektórzy zjeździli samochodem całą dzielnicę czyszcząc półki w kolejnych osiedlowych Żabkach i szczelnie wypełniając bagażnik zgrzewkami Schweppsa 🙂 To był jednorazowy rzut, na co dzień lepszym źródłem napoi zero kalorii jest internet. Dostępne są zarówno energetyczne napoje bez cukru / zero kalorii, Ice Tea bez cukru, odpowiedniki zero kalorii popularnych gazowanych napoi (Fanta, Mirinda, Sprite, 7Up, Schweppes). Do moich ostatnich odkryć należą naturalne napoje bez cukru ‘bez chemii’ – napoje Zevia są słodzone stewią i erytrytolem, mają zero kalorii i są produkowane w smakach, które odpowiadają znanym markom: Zevia Cola odpowiada Coca Coli, Zevia Cherry ma smak Cherry Coke, Dr Zevia to Dr Pepper itd.

Jeśli szukasz napoju zero kalorii do zabrania w podróż, sprawdź ofertę napojów Bolero – mają ogromny wybór napoi w proszku bez cukru. Jedna saszetka kosztuje około 1,5PLN i rozrabia się ją z 1,5L wody, więc to na pewno najbardziej ekonomiczny wariant.

Dla kogo są produkty zero kalorii?

Zdania na temat smaku produktów Walden Farms są bardzo mocno podzielone  – począwszy od takich, którzy je uwielbiają i wyjadają łyżką ze słoika, po takich, którzy nie mogą przełknąć. Zależy to przynajmniej od kilku czynników, ale najważniejszy jest punkt odniesienia – jeśli jesteś osobą, która do wczoraj nie odmawiała sobie słodyczy, a dziś postanowiłeś/postanowiłaś przejść na dietę i sięgając po dip czekoladowy oczekujesz smaku Nutelli zero kalorii… cóż, to się nie może udać. Trzeba oceniać możliwości produktu realnie i nie ma co wierzyć w cuda. Jeśli chcesz szukasz szczegółowych opinii o produktach Wladen Farms, zachęcam cię do sprawdzenia rankingu.

Produkty WF powstały w USA z myślą o osobach z poważną nadwagą – na pewno nie raz widziałeś zdjęcia otyłych Amerykanów i wiesz, że ludzie za Oceanem bywają naprawdę grubi. N-a-p-r-a-w-d-ę g-r-u-b-i. Ludziom, którzy przeszli by-pas żołądka, mają do zrzucenia kilkadziesiąt kilogramów ogranicza się dietę do paruset kalorii dziennie. Produkty bez kalorii miały umilić im codzienność, a może raczej uczynić  ją znośną, by mogli poczuć smak czegoś słodkiego, czegoś z listy zakazanej.  Z czasem okazało się, że po te produkty sięgają nie tylko osoby z olbrzymią  nadwaga, ale też diabetycy czy osoby, które po prostu chcą się odchudzać lub zdrowo odżywiać. Szczególne miejsce produkty Walden Farms zaskarbiły sobie w sercach kulturystów i sportowców sylwetkowych, osób, które mają swoje ciało pod 100% kontrolą a dietę wyżyłowują do granic możliwości, co do kalorii.

Pamiętaj, że produkty zero kalorii nie powinny, a wręcz nie mogą, stanowić podstawy diety. Organizm potrzebuje do życia składników odżywczych – nawet odchudzający się organizm ich potrzebuje. Nie schudniesz od jedzenia na śniadanie łyżką ze słoika dipu marshmallow zero kalorii i jedzenia na obiad listka sałaty umoczonego w dressingu zero kalorii. Nie schudniesz z jednej podstawowej przyczyny – nie wytrwasz na takiej diecie nawet kilku dni a twój organizm będzie wycieńczony brakiem energii.

Dieta i odchudzanie to zmiana sposobu życia na stałe, a produkty zero kalorii mogą tę zmianę ułatwić;

jeśli kochasz majonez i nie chcesz z niego rezygnować, zmieszaj zwykły kaloryczny majonez z majonezem zero kalorii, zachowasz lubiany smak i oszczędzisz połowę kalorii. Zjedz na śniadanie pełnowartościowy omlet białkowy, posmaruj go równie wartościowym, tłustym masłem orzechowym i polej syropem jagodowym bez kalorii. Zjedz na obiad chudą pierś z kurczaka, ale dopraw ją intensywnie sosem BBQ Walden Farms. Wypij Colę zero kalorii raz w tygodniu, ale nie pij jej hektolitrami codziennie – ani słodzona cukrem, ani słodzona słodzikiem, w dużych ilościach Cola nikomu nie służy. Nie szalej ze słodzikami, dozuj je rozsądnie, pozwalaj sobie czasem na ‘prawdziwą’ cukrową słodycz. Zastąp pszenny makaron makaronem shirataki, ale nie oszczędzaj na sosie, niech to będzie prawdziwy pełnowartościowy sos z dojrzałych pomidorów i dobrej jakości mięsa, z aromatycznymi ziołami. Dokonuj mądrych wyborów, codziennie, wybieraj złoty środek, a nie zero-kaloryczne ekstremum.

Zuzanna Ch.

3.00 avg. rating (61% score) - 6 votes

Comments are closed.